Ostatni rok liceum, potem matura, a potem studia. Ale jakie?!
od czasu gimnazjum zadaję sobie to pytanie.
Nadal nie wiem.
Jeśli chodzi o studia, o naukę, to bardzo nie chciałabym robić czegoś, co mnie nie ciekawi. Sądzę, że nie ma nic gorszego niż robić coś pod przymusem, czy nie lubiąc tego co się robi.
Lubię filmy. I tu myślę o zajęciu się czymś, co ciągnie w tym kierunku, może reżyseria? albo przynajmniej montaż. (z montażem jest fajne to, że jakikolwiek będzie to film, zobaczę go jako jedna z pierwszych osób! ;)). Tylko nie wiem czy bym temu podołała.
Może zatem krytyka filmowa? hmm... Może! ale mam zbyt małą wiedzę na temat filmów. W prawie każdej z recenzji które czytałam autor nawiązuje do jakiegoś podobnego filmu. Dla mnie każdy film jest wyjątkowy, nie umiałabym chyba znaleźć nawiązania do podobnego. Zresztą, nie potrafiłabym pisać 500wyrazowych recenzji. Mam problem z napisaniem 250 słów na polski...więc... Odpada.
Interesuję się modą. Może więc powinnam zostać stylistką?!
-A czy stylistka nie powinna także sobą czegoś reprezentować ?
-Hmm... No tak. Mogę kogoś ubrać, ale i sama powinnam dobrze wyglądać... (czas się wziąć za siebie ;))
Nie, stylistka odpada.
Krytyk mody? Czemu nie. Tylko na miano uznanego krytyka musiałabym długo pracować. Albo być gejem i ubierać się jak Jacyków. (bleee.... nie lubimy Jacykowa!)
Może i chcialabym pójść na ASP. ALe nie umiem rysować... Kiedyś, w zamierzchłej przeszłości umiałam. Później się zapuściłam.
Negatyw wszystkiego co do tej pory zaproponowałam:
- Żeby przyjęto mnie do szkoły filmowej, albo na ASP potrzebne mi PORTFOLIO z przykładowymi pracami. - Ja takich nie mam. Ani nawet myślałam, żeby takie przygotować.
Dietetyk. Praca nawet fajna. Wyznaczasz ludziom co powinni jeść. Uwzględniasz upodobania, styl życia...
Tylko że sama jestem 'niejadkiem' i nie jem wielu rzeczy; nie wiem zatem jak coś smakuje, albo jak człowiek się po tym czuje.
Żeby na owych studiach JAKOŚ mi szło, powinnam umieć chemię. Ja nie umiem.
NEEXT!
Psycholog, psychiatra Może? Może. Tylko że ja sama potrzebuję psychiatry!
Jest wiele rzeczy które mnie interesują i które mogłabym MOŻE studiować. Problem pojawia się gdy pomyślę o przyszłej pracy. Jest mało miejsc pracy. Jeśli jest, to te miejsca zajmują znajomi lub znajomi znajomych pracodawcy.
Prognozy na temat zapotrzebowania w 'branżach przyszłości' to naukowo-napisany-naukowy-bełkot! Czytam i nic z tego nie rozumiem!
Potrzebuje się inżynierów, informatyków, lekarzy, zawsze prawników i finansistów, ekonomów, itp... Co z tego, skoro nic z wymienionych mnie nie interesuje. LOOL...
Jakimś rozwiązaniem wydaje się bogaty mąż, z tym że tacy są zazwyczaj grubi, łysi i obleśni. Odpada.
Zostanę filozofem! Będę mieszkać w kartonie. Będę żywić się kotami i liśćmi....
i to jest rozwiązanie! :D