niedziela, 16 lutego 2014

POST 18: ipod :)

styczneń 2014

<Blog reaktywacja!>
Post o jednym z moich ulubionych przedmiotów codziennego użytku: ipodzie. Napisałam codziennego, nie bez przyczyny! Faktyczne używam ipoda codziennie, nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej! Słucham z niego muzyki do snu i na rozbudzenie, na odstresowanie,  słucham w drodze do szkoły (mimo że zajmuje tylko 5 minut), na przerwach, w domu, w trasie... Gdziekolwiek bym nie szła, zawsze biorę ze sobą mój ulubiony music player, jakim jest iPod! :)
ipod firmy apple jest najlepszym urządzeniem jakie kiedykolwiek miałam! Serio! Jeśli uważasz swoją mp-trójkę/czwórkę za najlepszą, to znaczy, ze nie korzystalas/les z ipoda.
Jak poznałam się z ipodem? Możliwe, że bylo to w 2008 (albo 2009)(chyba bardziej 2009) kiedy to zobaczyłam jakiś produkt apple  w filmie, przeczytałam o nim w książce, lub usłyszałam w telewizji, albo (i to mi się wydaje najprawdopodobniejsze) zobaczyłam go w sklepie! Zrobiłam research na jego temat i urzekł mnie cały apple. Zachwyciło mnie logo firmy, białe, nadgryzione, niezwykle proste jabłko! Wiedziałam, ze nie moze być to coś banalnego! Szukałam odtwarzacza muzyki, ponieważ zepsuła mi się mp3, trafiłam na ipoda! Urzekły mnie kolorystyka i prostota stylu. Cena byla mniej atrakcyjna (około 400-500 zł za model 4GB), ale nie zraziło mnie to. Wraz z moim ojcem zawarliśmy deala, że kupimy go sobie na spółkę - razem. Ale jak to bywa, ja wylożyłam tylko 150 zł. O ile w ogóle. ;) Marzył mi się zielony - mój ówczesny ulubiony kolor. Rodzice moi, kochani, przywieźli mi pomarańczowego. Spodobał mi się :D Otrzymałam go około godziny 9 P.M. Szybko opanowałam funkcjonowanie (najlepszego, jak się okazuje/jak dotąd poznałam) programu do muzyki - itunes, zgrałam kilka płyt, i zaczęłam działać około 11 P.M.!
Z ekscytacji nie mogłam zasnąć! To pamiętam.
Ipod mój, nano, przeżył wiele. Przez grubo ponad 4 lata tyrałam go dzień w dzień! Niezliczoną ilość razy upadał na podłogi, a raz nawet wypadł z piętra na kamienie (we Włoszech, w pierwszym miesiącu posiadania). Ekran był w porządku, lekkie obicie na rogu, kilka rys na tyle, funkcjonowanie bez zarzutu. Charakter +10.
W październiku 2013 ipod się załamał. Zgasł! Gdy dwa dni później nadal nie działał, a jedynie ekran jego błyszczał na biało, i wydawał dwa, dziwne piski przy resetowaniu: beep-beep, poczułam się zagrożona!
Przewertowałam różne fora dotyczące problemów z ipodem, ale pisali tam, że być może 'he's dead'. Nie.. nie wierzyłam w to! Ale biały ekran trwał przez tydzień. Odłożyłam go i jakoś zablokowałam, żeby się nie wypalił i zaczęłam planować co dalej.
Po poznaniu systemu ipoda nie wyobrażałam sobie działać na jakimś innym systemie od muzyki. Miałam kiedyś mp3-kę, wystarczyło podłączyć ją przez USB, ale to wydawało mi się przestarzałe, a i tego typu urządzenia szybko- za szybko się psuły. Pobawiłam się też cudzymi mp4-kami, ale ból związany ze stratą nie przemijał... Od kilku miesięcy planowałam wymienić go na nowego, bateria nie trzymała już obiecywanego czasu, a nowa muzyka wypierała stare hity.
Postanowiłam kupić więc nowego ipoda. Zaplanowałam czerwonego nano 7 generacji. Poczytałam sobie o nim, pooglądałam z każdej strony. Odwiedziłam więc punkt sprzedaży - ispota! (Pojechałam!, do najbliższej metropolii...)[Błogosławiony sklepik, który uważam za otoczony woalką nieosiągalności, luksusu i snobizmu... Głupio mi tam wchodzić, bo zawsze ktoś się przyczepi i będzie oferował różne produkty... A mnie na nie po prostu nie stać! Dodatkowo ubieram się w ubrania, przez które wyglądam jak bezdomna! ;D (to moj wybór!) Toteż kiedy już tam idę, to sprzedawcy podejrzliwie mnie obserwują i nie mam tego komfortu przeglądania.] I dobrze że się tam wybrałam! Ujęłam tego iPoda nano 7, i okazało się że był taaaaki malusi... Nie ufam sobie, i wiem, że gdzieś by mi przepadł... zbyt szybko. No i miał dotykowy ekran...
Przyzwyczaiłam się do sterowania kółkiem, clickwheel'em, często zasypiam przy muzyce z ipoda, a dotykowe ekrany raczej nie działają klikając po omacku. Postanowiłam, że kupię ipoda classica!
Jego pojemność to 160 GB! 160 000 MB! To o 97,5% więcej pamięci niż miałam dotychczas! To tyle ile ma mój stary komputer!
Problemem była cena! 1129 PLN.
Zostało mi trochę pieniędzy z imprezy osiemnastkowej, która jednak się odbyła, lecz większość przepuściłam. Niemniej jednak, udało mi się przekonać rodziców.
Tak więc, dnia 5 listopada, udałam się do miasta, żeby zakupić ten 'cód' techniki! :D
Z dumą wparadowałam do sklepu, uniosłam wysoko głowę i powiedziałam: "Poproszę czarnego ipoda classic!". Sprzedawca wydawał się chyba zdumiony, bo jak sądzę, niewielu jest ludzi, którzy, kupują produkt, który przypuszczalnie wycofają wkrótce ze sprzedaży, i który od 2009 roku wcale się nie zmienił, podczas gdy nowy iphone, ipad, ipod touch, czy nowy ipod nano podbijają świat.
Gdy ogołocona z pieniędzy, z dwoma złotymi w kieszeni, nie mając gdzie pójść, czekając na transport, siedząc na środku galerii handowej odpakowywałam ipoda, łzy w oczach mi się kręciły! Z nabożną czcią, słysząc anielskie trąby i fanfary wyjmowałam to nowe, moje urządzenie. Czułam się świetnie! Dobrze! Wyżej! Lepiej!
:)
Jak pisano na forach, nie da się go zapełnić, chociaż niedawno byłam temu bliska! Do pełni brakowało 39 GB! ;)


Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że mój ipod, stary nano 4, w kilka dni po kupieniu nowego, odpalił... po trzech tygodniach bez życia.
i działa...
bez problemu...
nadal...



____________________________________

już wkrótce kilka zalet i wad mojego nowego classica
'stay tuned if you are interested in'

środa, 12 lutego 2014

POST 17: ja dobra.

Co sezon każą nam w szkole wypisywać takie kartki odwołujące się do naszych zasług dla szkoły. Hiperbolizując... 
Jeśli chodzi o moją kartkę, to moje zasługi zazwyczaj ograniczają się do: 
"-przychodzę do szkoły; staram się być na czas,
-dekoracja sali (/przeniesienie dwóch krzeseł...),
-uczestnictwo w ... święcie klasowym ?,
-(...wymyślanie czegoś na siłę, bo przecież głupio jest oddać pustą kartkę, co niechybnie i nie bez przyjemności bym zrobiła)"

Przed chwilą przyszło mi do głowy, że w sumie to powinno się mnie ozłocić za moją dobroć i koleżeńskość!
Już trzeci rok siedzę w bólu z OSOBĄ, z którą nikt nie siedzi z wyboru. Męczę się w pełnej zaduchu klasie, na obrzydliwych, obitych starym, obleśnym materiałem krzesłach z tą osobą. 
Nigdy nie pokazałam jej wprost szczerej wrogości, choć nie obyło się bez kilku wymownych, sugestywnych uwag, ale nigdy nie okazałam też szczerej sympatii. Unikam dotyku, nawet kolanem, ręką, łokciem, żadnej z jej rzeczy. 
Chyba słabo przedstawiam ten obraz... 

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam JĄ, fuck!, wiedziałam, w jakiś sposób, że bedzie ze mną siedzieć. Nie uśmiechnęłam się w żaden sposób, raczej 'zmroziłam' spojrzeniem. (przyciągam frajerów...)
Niespecjalnie się zdziwiłam, gdy ta sama osoba, dnia rozpoczęcia szkoły nieśmiało spojrzała na puste miejsce koło mnie, (w tej, jeszcze wtedy nie udoskonalonej na tak obrzydliwą, klasie), i spytała czy może tu usiąść. Było tłoczno, okazja bardziej do powitania w nowej szkole, omówienia spraw organizacyjnych, krótko, więc wzruszyłam ramionami.  
Wyglądała strasznie! Odsunęłam się na skraj ławki, który zajmuję do tej pory, a ona rozwaliła się ze swoją osobą na 3/5 powierzchni. Tak jest do dzisiaj. Wlicz jeszcze przerwę - puste miejsce pomiędzy mną a tymi jej 3/5 ławki, to mi zostaje niewielki skrawek do egzystencji i się duszenia.  

Powinno się mnie ozłocić albo osmolić za to, że nie powiedziałam jej w pierwszym tygodniu 'Wypierdalaj pod tablicę!', tylko się zlitowałam nad tym 'biednym' human beingiem, męczącą osobą, która dzień w dzień wkurza mnie zadając błahe i niepotrzebne pytania w dziwnych i nieodpowiednich momentach, pytając nawet wtedy gdy mam słuchawki w uszach, przeszkadzając w słuchaniu muzyki i będącą tak irytująco-śmiesznie nieporadną. Rozsadza mnie złość za swoją bierność. 
Chyba czekałam na rozwój sytuacji, który nie nastąpił. Czekałam, kiedy ta osoba zrozumie, że nie jest w moim towarzystwie mile widziana. 
Teraz po 2,5 roku, kiedy za 2 miesiące kończę szkołę sądzę, że już chyba nie warto... psuć tego mojego męczeństwa... O taak! Czasem czuję się jak męczennica, siedząca cicho i przyjmująca całe zło. 
Powinnam opisać tą sytuację na kartce i wręczyć wychowawczyni pierwszą, w pełni szczerą opinię. Chciałabym żeby to przeczytała. Ale obawiam się, że chyba nie zrozumiała tej sytuacji, ani mojego puntu widzenia. 
Bo przecież czemu czepiam się i co mogę mieć naprzeciw tej niewinnej, bezradnej i milusiej OSOBIE...? Huh? - Cóż, coś tam jednak mam...